Przez dwa miesiące nie odpowiadał. Czułam pustkę. Myśl o spędzeniu reszty życia z kimś kogo nie kochamy jest nie do zniesienia. Nie potrafiłam przyswoić sobie, że muszę zapomnieć o nim. Spojrzałam bezradnym spojrzeniem na białą, jedwabną suknię leżącą na fotelu. Pragnęłam spokoju
i ciszy, lecz wokół mnie biegało mnóstwo osób z wymaganiami ponad moje oczekiwania.
Patrzyłam na to pustym, dzikim wzrokiem. Wtem usłyszałam ciepły głos.
- Hermiono, ubierz już sukienkę… Martwisz się czymś? – był to głos Ginny, mojej niezastąpionej przyjaciółki.
Nie odpowiedziałam jej. Nie spojrzałam na nią.
- Wiesz, jeśli chodzi o Rona to…
- Nie, nie chodzi o Ronalda!- wybuchnęłam i wtem uciszyło się całe pomieszczenie; każde spojrzenie było skierowane na mnie.
- Wybacz Ginny. – i wybiegłam.
Pobiegłam nieświadoma gdzie biegnę. Znalazłam pusty pokój, w którym znajdował się tylko stary, drewniany taboret, lekko pęknięte lustro oraz wielka szafa. Usiadłam i łzy pociekły same.
,,Nie będę się zbytnio rozczulać’’.- pomyślałam.
Otworzyłam szafę i zobaczyłam pełno sukienek. Przewertowałam wszystkie i zobaczyłam ‘’tę idealną’’. Stanęłam na taborecie i przemierzyłam zdobycz. Upięłam jakimś paskiem, który leżał obok.
- Wyglądasz idealnie.
Odwróciłam się gwałtownie.
-Harry, przestraszyłeś mnie.- mój przyjaciel miał teraz na sobie czarny garnitur i wspaniały, czerwony krawat.
-Naprawdę. Aż zazdroszczę Twojemu narzeczonemu.
- To żonę masz brzydką?- wtem do pokoju weszła Ginny.
- Żonę tak samo piekną.- i pocałował ją.
W tym momencie zrobiło mi się ciemno i jakby zasnęłam. Zobaczyłam dwie czarne postacie. Jeden miał dziwnie znajomy głos. Błagał o coś tego drugiego. Zaczęli miotać zaklęciami. Ten, który wydawał mi się znajomy dostał z tego najsilniejszego.
- Avada Kedavra.- krzyknął ten pierwszy.
Tamten upadł i zrobiła się cisza. Podeszłam do niego i zobaczyłam…
- Hermiono! Hermiono! Słyszysz mnie?!- znowu znalazłam się w pokoju.
Jason biegał po pokoju. A Harry i Ginny próbowali go uspokoić.
- Zaraz się obudzi. Przestań panikować, Jason.- krzyczał Potter.
- Dalibyście jej spokój! Nie poświęca mi wcale uwagi tylko naokrągło znajduje się w Waszym towarzystwie!- krzyczał ten brunet, którego podobno miałam poślubić.
- To moje życie, toteż ja będę o nim decydować, Jas.- teraz ja wstałam i powiedziałam co sądzę.- Ależ proszę bardzo. Tylko potem nie proś o przebaczenie.- oznajmił oschłym tonem i w tym momencie się deportował.
- Nie przejmuj się, Hermiono.- powiedziała Ginny.
- Ależ ja się cieszę.- przyznałam z dziwną satysfakcją.- On do mnie nie pasował.
Nic nie dzieje się bez powodu to moje motto. Próbowałam napisać do Dracona, ale moje starania poszły na marne.
Miesiąc później zostałam zaproszona na ślub Rona z Pansy. Stwierdziłam, iż jeszcze tyle przede mną.
,,Co mi szkodzi pójść.’’- pomyślałam.
Tego dnia jak co dzień zeszłam na dół i zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie do pracy.
Przyszedł ,,Prorok Codzienny’’. Dostałam także list. Od Minerwy McGonagall.
,,Czy tej starej czarownicy pomieszało się w głowie?! Owszem uczęszczałam do Hogwartu,
ale 10 lat temu.’’
Szanowna Panno Granger,
Pragnę poinformować panią o zbliżającym się ,,Zjeździe Absolwentów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart’’. Osoby, które ukończyły Szkołę więcej niż 8 lat temu są zaproszone. Zjazd odbędzie się 31 maja bieżącego roku.
Z poważaniem,
Minerwa McGonagall.
Jej pismo nie było już tak okazjonalne jak kiedyś. Działa na nią czar, którego nie jest w stanie pokonać żaden czarodziej: starość.
Ślub Ronalda nie był ciekawy. Prawie nikt nie tańczył. Nikt się nie śmiał. Jego rodzina nie akceptowała tego związku. Molly twierdzi, iż byłabym idealną żoną dla niego, ale on nie byłby dla mnie idealnym mężem. Nie wiem, czy Ron chciał zrobić mi na złość, ale zaprosił na swój ślub Jasona, który tańczył, siedział i rozmawiał z jakąś niską blondynką o piwnych oczach. Ona tylko mu przytakiwała, ponieważ była w niego wpatrzona. Wszyscy zachwycali się córką Billa i Fleur, która skończyła niedawno 5 lat.
- Mamo, mogę przejść się na chwilę?- zapytała dziewczynka.
- Bien sûr, Elisebeth.- oznajmiła Fleur.
Minęły dwie godziny, a ja się strasznie wynudziłam. Bill podszedł do mnie. Widać było panikę na jego twarzy.
- Hermiono, widziałaś Elise?- zapytał z niepokojem.
- Nie, a co się stało?
- Nigdzie jej nie ma.- odrzekł na jednym tchu. - Robi się ciemno. Pomożesz nam jej szukać?
Spojrzałam na zrozpaczoną twarz brata Rona. Nie mogłam odmówić.
-Oczywiście.
- Fille, Elise!- krzyczała Fleur.
- Spokojnie znajdziemy ją.- zapewniał ją Bill.
W poszukiwaniach mogłam ja, Harry, Ginny, rodzice Billa i wiele innych osób.
- Nie poddawajmy się tak szybko.- powiedział Harry.
- Najlepiej byśmy się rozdzielili.- zaproponował Artur Weasley.
- Dobrze.- rzekła Ginny.- Ja, Harry i Hermiona pójdziemy razem. Tata, Ron i Charlie razem. Bill, Fleur i mama razem. Tak będzie najlepiej.
- To idziemy. – rzekł Charlie.
Pobiegłam nieświadoma gdzie biegnę. Znalazłam pusty pokój, w którym znajdował się tylko stary, drewniany taboret, lekko pęknięte lustro oraz wielka szafa. Usiadłam i łzy pociekły same.
,,Nie będę się zbytnio rozczulać’’.- pomyślałam.
Otworzyłam szafę i zobaczyłam pełno sukienek. Przewertowałam wszystkie i zobaczyłam ‘’tę idealną’’. Stanęłam na taborecie i przemierzyłam zdobycz. Upięłam jakimś paskiem, który leżał obok.
- Wyglądasz idealnie.
Odwróciłam się gwałtownie.
-Harry, przestraszyłeś mnie.- mój przyjaciel miał teraz na sobie czarny garnitur i wspaniały, czerwony krawat.
-Naprawdę. Aż zazdroszczę Twojemu narzeczonemu.
- To żonę masz brzydką?- wtem do pokoju weszła Ginny.
- Żonę tak samo piekną.- i pocałował ją.
W tym momencie zrobiło mi się ciemno i jakby zasnęłam. Zobaczyłam dwie czarne postacie. Jeden miał dziwnie znajomy głos. Błagał o coś tego drugiego. Zaczęli miotać zaklęciami. Ten, który wydawał mi się znajomy dostał z tego najsilniejszego.
- Avada Kedavra.- krzyknął ten pierwszy.
Tamten upadł i zrobiła się cisza. Podeszłam do niego i zobaczyłam…
- Hermiono! Hermiono! Słyszysz mnie?!- znowu znalazłam się w pokoju.
Jason biegał po pokoju. A Harry i Ginny próbowali go uspokoić.
- Zaraz się obudzi. Przestań panikować, Jason.- krzyczał Potter.
- Dalibyście jej spokój! Nie poświęca mi wcale uwagi tylko naokrągło znajduje się w Waszym towarzystwie!- krzyczał ten brunet, którego podobno miałam poślubić.
- To moje życie, toteż ja będę o nim decydować, Jas.- teraz ja wstałam i powiedziałam co sądzę.- Ależ proszę bardzo. Tylko potem nie proś o przebaczenie.- oznajmił oschłym tonem i w tym momencie się deportował.
- Nie przejmuj się, Hermiono.- powiedziała Ginny.
- Ależ ja się cieszę.- przyznałam z dziwną satysfakcją.- On do mnie nie pasował.
Nic nie dzieje się bez powodu to moje motto. Próbowałam napisać do Dracona, ale moje starania poszły na marne.
Miesiąc później zostałam zaproszona na ślub Rona z Pansy. Stwierdziłam, iż jeszcze tyle przede mną.
,,Co mi szkodzi pójść.’’- pomyślałam.
Tego dnia jak co dzień zeszłam na dół i zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie do pracy.
Przyszedł ,,Prorok Codzienny’’. Dostałam także list. Od Minerwy McGonagall.
,,Czy tej starej czarownicy pomieszało się w głowie?! Owszem uczęszczałam do Hogwartu,
ale 10 lat temu.’’
Szanowna Panno Granger,
Pragnę poinformować panią o zbliżającym się ,,Zjeździe Absolwentów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart’’. Osoby, które ukończyły Szkołę więcej niż 8 lat temu są zaproszone. Zjazd odbędzie się 31 maja bieżącego roku.
Z poważaniem,
Minerwa McGonagall.
Jej pismo nie było już tak okazjonalne jak kiedyś. Działa na nią czar, którego nie jest w stanie pokonać żaden czarodziej: starość.
Ślub Ronalda nie był ciekawy. Prawie nikt nie tańczył. Nikt się nie śmiał. Jego rodzina nie akceptowała tego związku. Molly twierdzi, iż byłabym idealną żoną dla niego, ale on nie byłby dla mnie idealnym mężem. Nie wiem, czy Ron chciał zrobić mi na złość, ale zaprosił na swój ślub Jasona, który tańczył, siedział i rozmawiał z jakąś niską blondynką o piwnych oczach. Ona tylko mu przytakiwała, ponieważ była w niego wpatrzona. Wszyscy zachwycali się córką Billa i Fleur, która skończyła niedawno 5 lat.
- Mamo, mogę przejść się na chwilę?- zapytała dziewczynka.
- Bien sûr, Elisebeth.- oznajmiła Fleur.
Minęły dwie godziny, a ja się strasznie wynudziłam. Bill podszedł do mnie. Widać było panikę na jego twarzy.
- Hermiono, widziałaś Elise?- zapytał z niepokojem.
- Nie, a co się stało?
- Nigdzie jej nie ma.- odrzekł na jednym tchu. - Robi się ciemno. Pomożesz nam jej szukać?
Spojrzałam na zrozpaczoną twarz brata Rona. Nie mogłam odmówić.
-Oczywiście.
- Fille, Elise!- krzyczała Fleur.
- Spokojnie znajdziemy ją.- zapewniał ją Bill.
W poszukiwaniach mogłam ja, Harry, Ginny, rodzice Billa i wiele innych osób.
- Nie poddawajmy się tak szybko.- powiedział Harry.
- Najlepiej byśmy się rozdzielili.- zaproponował Artur Weasley.
- Dobrze.- rzekła Ginny.- Ja, Harry i Hermiona pójdziemy razem. Tata, Ron i Charlie razem. Bill, Fleur i mama razem. Tak będzie najlepiej.
- To idziemy. – rzekł Charlie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz