piątek, 21 września 2012

Dziękuję Ci , Morrigan! Nie dałabym rady napisać tego bez Twoich inspiracji :D


________________________________________________________________





IV.

Nie mamy czasem wrażenia, że nasze życie biegnie nieubłaganie? Możliwe.
Był to pochmurny, zimny dzień. Od czasu do czasu padał śnieg, a jeziora pokryte były kruchą taflą lodu. Gdzieś w oddali słychać było śmiech dzieci wracających właśnie z zimowej zabawy na swoich małych, drewnianych saneczkach struganych przy cieple kominka w najzimniejsze dni.
Stałam w jednym miejscu patrząc na ból cierpiących. Fleur krzyczała. Ubrane na czarno postacie próbowały ją uspokoić. Dziewczyna pobiegła na piętro. Poszłam za nią.
- Fleur?
Nastała głucha cisza.
- Posłuchaj. Tylko czas potrafi zagoić rany.- zaczęłam.
- Ale nie rozumiesz, że ona już nie wróci?!- krzyknęła.
Postanowiła wyjść, lecz w drzwiach spotkała się z Billem.
- Jest załamana.- powiedziałam.
- Ja także.- odrzekł rudowłosy mężczyzna.
Zeszłam na parter. Postanowiłam już jechać.
- Hermiono, nie chciałabyś zostać na noc?- zaoferowała Molly, jak zwykle serdeczna i uprzejma.
- Nie dziękuję, pani Weasley.
- Mówiłam, mów mi Molly.- i serdecznie się uśmiechnęła.
Już chwilę później znalazłam się w domu. Otrzepałam się od popiołu z kominka i ruszyłam prosto w stronę łóżka. Znów nękał mnie ten sen. Ten z zakapturzoną postacią. Nadal budziłam się w momencie odkrycia kimże jest ta osoba.

Nastał poniedziałek. Mój ulubiony dzień tygodnia. Ubrałam się w żakiet i czarną spódniczkę,
a następnie wyjrzałam za okno. Zobaczyłam piękny krajobraz kończącej się zimy. Wszystkie nasze smutki miały odejść. Małymi krokami zbliżała się wiosna. Aż chciało się żyć.
Pięć minut później byłam już w pracy. Jak zwykle pełno zabieganych czarodziei, gdzie każdy szedł w innym kierunku. Weszłam do windy i wcisnęłam ‘’2 piętro’’. Znalazłam się w moim gabinecie. Mogłam spokojnie rozmyślać i nikt dzisiaj nie mógł mi tego zepsuć. Wtem usłyszałam pukanie do drzwi. Weszła moja asystentka – Susan.
- Przepraszam, jeśli  przeszkadzam, ale przybył do pani Gerard Tomson.
- Ten co pomoga osieroconym dzieciom?
- Tak.
- Dobrze niech wejdzie.

- Dzień dobry, pani Granger.- usłyszałam gruby, basowy głos. Był to niski mężczyzna w czarnym kapeluszu o śmiesznej posturze ciała.
- Witam. Co pana do mnie sprowadza?
- Sprawa dwóch szesnastoletnich dziewcząt.- oznajmił. – są to bliźniaczki, które nie mają żadnej rodziny oprócz pewnego nieznanego nam człowieka. Po prostu nie wiemy kim jest, a jedna z nich nie chce powiedzieć kto to.
- Niech pan przejdzie do sedna sprawy.
- Czy mogłaby pani zaopiekować się nimi na czas znalezienia tego człowieka?
- Dlaczego to ja miałabym się nimi opiekować?
- Ponieważ to pani mogłaby się od nich tego dowiedzieć.
- Dobrze, nie mam innego wyboru.- stwierdziłam.
- Och, jestem niezmiernie wdzięczny! Dziewczynki zaraz tu będą. Na pewno znała pani Lemaire ‘ ów, tych aurorów.
- Nie, niestety nie.
W tym momencie weszła rudowłosa dziewczyna. Miała gruby, lśniący warkocz i zielone oczy. Ubrana była w fioletową spódniczkę w kwiaty, która układała się na niej idealnie. Do tego białą bluzkę i amarantową marynarkę.
- Dzień dobry, nazywam się Rosie Lemaire.- przywitała się uprzejmie.
- A gdzie twoja siostra? – zagrzmiał Tomson.
- Nie mam pojęcia, ponieważ nie chciała jechać ze mną w jednej windzie. Z resztą to nawet dobrze…
Rozmowa układała się bardzo dobrze. Jeśli jej siostra będzie taka sama to nie będzie kłopotu.
Przybyła oczekiwana.
Ujrzałam wysoką, chudą dziewczynę. Poczułam się dziwnie, dreszcz przeszedł mi po plecach. Ona miała identyczne rysy twarzy jak Bellatrix Lestrange. Z tą kobietą nie można mieć dobrych wspomnień. Jej czarne włosy opadały na delikatne ramiona. Miała piękne, duże oraz brązowe oczy,
a cerę nieskazitelnie białą i czystą. Ubrana była w czarną sukienkę i glany tego samego koloru. Z kieszeni wystała jej różdżka i jakiś notes.
- Witam.- powiedziała z dziwnym uśmiechem na ustach.
- Może się przedstawisz?!- zawołał mężczyzna.
- Ach, no tak. Zapomniałam.- powiedziała lodowatym tonem.- Sophie Lemaire.
- Hermiona Granger. Będziecie u mnie mieszkać do końca ferii świątecznych. A potem wrócicie do wuja…
- A jak już o tym mówimy. Powiesz wreszcie kim on jest?!- Tomson był bardzo zdenerwowany.
- Jeśli tego pragniecie.- zawołała.
- Proszę, Sophie! Nie mów!- krzyknęła zrozpaczona Rosie. – obiecajcie, iż będziemy mogły zostać u pani!
- Dracon Malfoy to nasz wuj. Podobno cudowny człowiek.
- Ale to niemożliwe…- zrobiło mi się ciemno.
Wpadłam do jakiejś czarnej odchłani. Lecz po chwili usłyszałam głosy. Znajdowałam się już w domu.
- Zrobiłam kolację. Dobrze, że już się pani obudziła.- ujrzałam Rosalie coś nakładającą.
- Gdzie Sophie?
- Zwiedza okolicę. Powinna być tak po dwunastej.- oznajmiła spokojnie.
- Po dwunastej?! Sama po lesie?! Jak ją coś zaatakuje nie będzie mogła się obronić. Ma jeszcze namiar!- dziewczyna nie ukończyła jeszcze szesnastu lat z tego co było mi wiadomo.
- Dla niej to normalne.- stwierdziła obojętnym tonem.
Przygotowałam im łóżka w pokoju gościnnym, a sama postanowiłam czekać aż dziewczyna się pojawi.
III.

Przez dwa miesiące nie odpowiadał. Czułam pustkę. Myśl o spędzeniu reszty życia z kimś kogo nie kochamy jest nie do zniesienia. Nie potrafiłam przyswoić sobie, że muszę zapomnieć o nim. Spojrzałam bezradnym spojrzeniem na białą, jedwabną suknię leżącą na fotelu. Pragnęłam spokoju
i ciszy, lecz wokół mnie biegało mnóstwo osób z wymaganiami ponad moje oczekiwania.
Patrzyłam na to pustym, dzikim wzrokiem. Wtem usłyszałam ciepły głos.
- Hermiono, ubierz już sukienkę… Martwisz się czymś? – był to głos Ginny, mojej niezastąpionej przyjaciółki.
Nie odpowiedziałam jej. Nie spojrzałam na nią.
- Wiesz, jeśli chodzi o Rona to…
- Nie, nie chodzi o Ronalda!- wybuchnęłam i wtem uciszyło się całe pomieszczenie; każde spojrzenie było skierowane na mnie.

- Wybacz Ginny. – i wybiegłam.
Pobiegłam nieświadoma gdzie biegnę. Znalazłam pusty pokój, w którym znajdował się tylko stary, drewniany taboret, lekko pęknięte lustro oraz wielka szafa. Usiadłam i łzy pociekły same.
,,Nie będę się zbytnio rozczulać’’.- pomyślałam.
Otworzyłam szafę i zobaczyłam pełno sukienek. Przewertowałam wszystkie i zobaczyłam ‘’tę idealną’’. Stanęłam na taborecie i przemierzyłam zdobycz. Upięłam jakimś paskiem, który leżał obok.
- Wyglądasz idealnie.
Odwróciłam się gwałtownie.
-Harry, przestraszyłeś mnie.- mój przyjaciel miał teraz na sobie czarny garnitur i wspaniały, czerwony krawat.
-Naprawdę. Aż zazdroszczę Twojemu narzeczonemu.
- To żonę masz brzydką?- wtem do pokoju weszła Ginny.
- Żonę tak samo piekną.- i pocałował ją.
W tym momencie zrobiło mi się ciemno i jakby zasnęłam. Zobaczyłam dwie czarne postacie. Jeden miał dziwnie znajomy głos. Błagał o coś tego drugiego. Zaczęli miotać zaklęciami. Ten, który wydawał mi się znajomy dostał z tego najsilniejszego.
- Avada Kedavra.- krzyknął ten pierwszy.
Tamten upadł i zrobiła się cisza. Podeszłam do niego i zobaczyłam…
- Hermiono! Hermiono! Słyszysz mnie?!- znowu znalazłam się w pokoju.
Jason biegał po pokoju. A Harry i Ginny próbowali go uspokoić.
- Zaraz się obudzi. Przestań panikować, Jason.- krzyczał Potter.
- Dalibyście jej spokój! Nie poświęca mi wcale uwagi tylko naokrągło znajduje się w Waszym towarzystwie!- krzyczał ten brunet, którego podobno miałam poślubić.
- To moje życie, toteż ja będę o nim decydować, Jas.- teraz ja wstałam i powiedziałam co sądzę.
- Ależ proszę bardzo. Tylko potem nie proś o przebaczenie.- oznajmił oschłym tonem i w tym momencie się deportował.
- Nie przejmuj się, Hermiono.- powiedziała Ginny.
- Ależ ja się cieszę.- przyznałam z dziwną satysfakcją.- On do mnie nie pasował.
Nic nie dzieje się bez powodu to moje motto. Próbowałam napisać do Dracona, ale moje starania poszły na marne.

Miesiąc później zostałam zaproszona na ślub Rona z Pansy. Stwierdziłam, iż jeszcze tyle przede mną.
,,Co mi szkodzi pójść.’’- pomyślałam.
Tego dnia jak co dzień zeszłam na dół i zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie do pracy.
Przyszedł ,,Prorok Codzienny’’. Dostałam także list. Od Minerwy McGonagall.
,,Czy tej starej czarownicy pomieszało się w głowie?! Owszem uczęszczałam do Hogwartu,
ale 10 lat temu.’’
Szanowna Panno Granger,

Pragnę poinformować panią o zbliżającym się ,,Zjeździe Absolwentów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart’’. Osoby, które ukończyły Szkołę więcej niż 8 lat temu są zaproszone. Zjazd odbędzie się 31 maja bieżącego roku.

Z poważaniem,
Minerwa McGonagall.


Jej pismo nie było już tak okazjonalne jak kiedyś. Działa na nią czar, którego nie jest w stanie pokonać żaden czarodziej: starość.

Ślub Ronalda nie był ciekawy. Prawie nikt nie tańczył. Nikt się nie śmiał. Jego rodzina nie akceptowała tego związku. Molly twierdzi, iż byłabym idealną żoną dla niego, ale on nie byłby dla mnie idealnym mężem. Nie wiem, czy Ron chciał zrobić mi na złość, ale zaprosił na swój ślub Jasona, który tańczył, siedział i rozmawiał z jakąś niską blondynką o piwnych oczach. Ona tylko mu przytakiwała, ponieważ była w niego wpatrzona. Wszyscy zachwycali się córką Billa i Fleur, która skończyła niedawno 5 lat.
- Mamo, mogę przejść się na chwilę?- zapytała dziewczynka.
- Bien sûr, Elisebeth.- oznajmiła Fleur.
Minęły dwie godziny, a ja się strasznie wynudziłam. Bill podszedł do mnie. Widać było panikę na jego twarzy.
- Hermiono, widziałaś Elise?- zapytał z niepokojem.
- Nie, a co się stało?
- Nigdzie jej nie ma.- odrzekł na jednym tchu. - Robi się ciemno. Pomożesz nam jej szukać?
Spojrzałam na zrozpaczoną twarz brata Rona. Nie mogłam odmówić.
-Oczywiście.

- Fille, Elise!- krzyczała Fleur.
- Spokojnie znajdziemy ją.- zapewniał ją Bill.
W poszukiwaniach mogłam ja, Harry, Ginny, rodzice Billa i wiele innych osób.
- Nie poddawajmy się tak szybko.- powiedział Harry.
- Najlepiej byśmy się rozdzielili.- zaproponował Artur Weasley.
- Dobrze.- rzekła Ginny.- Ja, Harry i Hermiona pójdziemy razem. Tata, Ron i Charlie razem. Bill, Fleur i mama razem. Tak będzie najlepiej.
- To idziemy. – rzekł Charlie.

II.

Późnym wieczorem usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam w nich mojego czarnowłosego przyjaciela – Harry ‘ ego. Od razu rzuciłam mu się w ramiona.
- Harry! Dlaczego nie przysłałeś mi sowy, że się spóźnisz?- krzyknęła na niego, chociaż on wiedział, że to z zmartwienia.
- Wybacz Hermiono. Zatrzymałem się u pewnego znajomego na noc.- wyjaśnił.
- A dokładniej?
- U Rona.- oznajmił.
- Byłeś u Rona?!- Harry wiedział, że nienawidzę jak ktoś o tej osobie wspomina w moim towarzystwie.- Jak tam szanowny pan Weasley się miewa?- zapytałam ironicznie.
- Nic ciekawego… Ginny rano wpadnie. I przecież miałem Ci dostarczyć raporty z Ministerstwa.
Zaparzyłam kawę i dołączyłam do Harry’ ego. Przeglądał właśnie Proroka Codziennego. Chwyciłam papiery i zaczęłam analizować je. Byłam zbyt zmęczona, żeby wczytywać się dokładniej. Zresztą miałam wolne. Zaproponowałam przyjacielowi przenocowanie u mnie. Nie mówiłam nic o wizycie Malfoy’ a. Wzięłam gorącą kąpiel i poszłam spać.

Następnego dnia otrzymałam sowę od mojego narzeczonego Jasona. Poznałam go dwa lata temu w pracy, jednakże jesteśmy razem od roku. Jest on w moim wieku, ale nie znałam go za czasów Hogwartu. Opowiadał mi, że był pałkarzem w drużynie Krukonów. Dzisiejszy list dotyczył zaproszenia mnie do kina.
Droga Hermiono,

Mia
łabyś ochotę wyjść ze mną dzisiaj wieczorem do mugolskiego kina? Wiesz jak mnie to zaciekawiło. Spotkajmy się o 7:30 w tym samym kinie co zawsze.

Do zobaczenia,
Jason Samuels.
Jason był strasznie oficjalny, mało romantyczny, ale za to przystojny i uroczy i… sztywny. Brunet o niebieskich oczach i głębokim spojrzeniu mógł być inny. Ale przyleciała druga sowa.
Szanowna panno Lemaire,

Chciałbym zaprosić panią do mojej ulubionej włoskiej restauracji w Londynie na kolację o 18:30.
Jeśli oczywiście ma pani ochotę. Byłbym zaszczycony obecnością takiej uroczej i mądrej czarownicy.
Proszę mi natychmiast wysłać odpowiedź.

Z poważaniem,
Dracon Malfoy.



Stwierdziłam , że Draco ma wspaniałe pismo. O 18:30. W takim razie mam godzinę by Jason nie zaczął niczego podejrzewać. Dzisiaj wyjawię Malfoy’ owi kim naprawdę jestem. Od razu się zniechęci.

Harry nie ma już od godziny. Nie powiedziałam mu o spotkaniu z Draco. Wyjawiłam, że umówiłam się z Jasonem. Za to wpadła do mnie na chwilę Ginny. Miałam już zrobiony makijaż i wybierałam sukienkę. Przyjaciółka stwierdziła, że najlepiej wyglądam w czarnej, ale ja zdecydowałam się na czerwoną. Powiem jej o Draconie po naszym spotkaniu.
- Słyszałaś Hermiono, że Draco Malfoy rzucił Pansy Parkinson?- gwałtownie zrobiłam się czerwona jak burak.
- Nie.- odparłam szybko.
- Jak myślisz dlaczego?
- Nie ma pojęcia.
- Wolę byś dowiedziała się tego ode mnie niż od kogoś innego.- moja przyjaciółka też zrobiła się czerwona.
- Powiedz wreszcie.
- Bo spotykała się z Ronem.- Ginny wybuchnęła płaczem i padła w moje ramiona.
- Och, Ginny. Wiem, że to Twój brat…
- Ale my ich nigdy nienawidziliśmy. To tak samo jakby Ty, albo ja spotykała się z Malfoy’ em zamiast ja z Harrym, czy Ty z Jasonem.- rudowłosa przyjaciółka o niczym nie wiedziała. Zrobiło mi się głupio.



Po pewnym czasie dziewczyna pojechała. Nadeszła 18:00. Dracon był bardzo punktualny.
- Dzień dobry. – rzekłam.
- Witam panno Lemaire.- miał teraz ciepły głos, którego nie znałam.- Gotowa?
- Oczywiście.
Deportowaliśmy się do samego centrum Londynu. Dracon zabrał mnie do drogiej, eleganckiej restauracji z przeróżnymi pastami. Kto jak kto, ale ja makarony kocham. Zjedliśmy. Malfoy zapłacił rachunek i zaproponował mi spacer. Park był o tej porze pusty, więc zdecydowałam, że powiem mu prawdę. Różdżkę miałam pod ręką.
-Ymm, panie Malfoy…- zaczęłam.
- Nie żaden pan, a Dracon. Dla przyjaciół Draco.- podał mi swoją dłoń i oczekiwał na moją.
- Problem w tym, że nie jestem żadną Sophie. Nazywam się Hermiona Granger i TY dobrze mnie znasz, Draco.- nie wiedziałam jak on zareaguje.


Przyjrzał mi się dokładniej i stwierdził:
- Tak myślałem, iż to Ty…- już się bałam, że doda na koniec ‘’szlamo’’.
- Nie jestem już dla Ciebie bezwartościową szlamą?- zdziwiło mnie to.
- Matka nauczyła mnie, że to czym chlubiłem się w pierwszych klasach Hogwartu było bezsensowne. Ojciec wpajał mi jakieś bzdury o ‘’czystej krwi’’, szlamach, mugolach i tym podobnych. Od szóstej klasy myślałem, że Pansy będzie moją jedyną miłością, jednakże się myliłem. Była taka jedna dziewczyna przy, której nogi mi miękły, oczy traciły zimne spojrzenie. Ale pozostawała ta złośliwość. Dziewczyna ta pokazywała przy mnie swoją twardość. Widziałem strach w jej oczach. Ile łez przeze mnie wypłakała. Rok po moim ukończeniu szkoły ojciec uciekł gdzieś i zostawił mnie oraz moją matkę. – spojrzał na mnie, jego piękne oczy świeciły się w blasku księżyca. Spojrzałam na zegarek znajdujący się na jego nadgarstku. 19:25.
- Nie wiem, czy po wszystkich zdarzeniach ze szkoły coś do mnie czujesz. Możesz na mnie rzucić Oblivate i o wszystkim zapomnę.- szepnął.
Dotknął moich lodowatych ust. To było najcudowniejszy wieczór mojego życia.
Kompletnie zapomniałam o Jasonie i wyjściu do kina.

                                                                                        I.

Ten dzień był wyjątkowo zimny i ponury. Padał obficie śnieg z deszczem. Rozpoczynała się zamieć. Mój dom znajdował się w głębi lasu Epping Forest w okolicach Londynu. Był tu spokój i cisza,
które mi odpowiadały. W tej okolicy znajdowały się się tylko dwa domy: mój i mojej sąsiadki Emily.
Siedziałam właśnie przy oknie oglądając zimowy krajobraz z kubkiem gorącej czekolady w ręku. Dwie godziny temu przybyła do mnie Emily. Przyniosłą mi jakąś ankietę do wypełnienia. Ach, te śmieszne mugolskie ankiety. Dopiero teraz zaczęłam wypełniać. Hermiona Jean Granger. 26 lat. Sekretarka. Oczywiście to było kłamstwem, bo naprawdę pracowałam w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Dla mugoli byłam sekretarką, jednakże ludzie patrzyli na mnie z politowaniem. Dlaczego? Dlatego, że osoba o tak wysokim wykształceniu nie mogła być tylko sekretarką.
Wypełniłam ankietę i odłożyłam ją na stolik do kawy. Wtedy zauważyłam jakiegoś człowieka próbującego przedostać się przez zamieć. Czekałam na ważną wiadomość od Harry’ ego,
ale niespóźnienie się nie pasowało do niego. Postać zmierzała w kierunku mojego domu. Wtem usyszałam pukanie do drzwi. Od razu rozpoznałam tę osobę. Był to Draco Malfoy . Obawiałam się, że on także mnie rozpozna.
- Dzień dobry. Czy mógłbym przeczekać śnieżycę w tym uroczym domu ? – zapytał uprzejmie.
- Ależ oczywiście. Proszę za mną.
Byłam szczęśliwa, że mnie nie rozpoznał. Był moim największym wrogiem od czasów pierwszej klasy Hogwartu.
- Przepraszam nie przedstawiłem się. Dracon Malfoy, miło mi. A pani to?
- Sophie Lemaire.- skłamałam. -Za chwilę podam herbatę, proszę usiąść.
- Dziękuję.
Teraz mogłam mu się dokładniej przyjrzeć. Był wysoki, jeszcze ładniejszy niż w siódmej klasie. Oczy świeciły się w świetle ognia z kominka. Ubrany w czarny, elegancki garnitur. I oczywiście te jego strasznie jasne blond włosy. Białe można by rzec. Spojrzałam na jego usta. Zawsze słyszłam z nich jedno słowo:
szlama.
- Wydaje mi się, że już kiedyś się spotkaliśmy panno Lemaire.
- Niemożliwe. – znów skłamałam.
- Rzeczywiście. Gdzie mógłbym panią spotkać. – stwierdził.
Z nerwów oparzyłam się gorącą wodą. Rzuciłam zaklęcie na moją ranę tak by Dracon nie widział. Wszystko idzie bardzo dobrze, ale Harry’ ego wciąż nie ma. Jutro wyślę sowę do Ginny.
Postawiłam herbatę na stolik i usiadłam naprzeciwko Malfoy’ a.
- A więc pani także jest czarownicą? – zapytał z ciekawością. Musiał zauważyć moją różdżkę.
- Tak.
- Czym się pani zajmuje?
- Na razie mam urlop. Ale pracowałam w Ministerstwie Magii.- nic więcej nie chciałam mówić.
- Rozumiem. Nigdy wcześniej nie słyszałem pani nazwiska. – słyszał o Granger, słyszał.
Wypiliśmy w milczeniu herbatę, a potem on zapytał:
- Panno Lemaire, czy mógłbym przespać się tej nocy w pańskim domu? Nadal jest śnieżyca,
zapadł już zmrok. Zapłacę pani odpowiednią sumę galeonów oczywiście.
- Nie dziękuję galeonów nie przyjmę. Oczywiście może pan zostać.- nie przyjęłabym od niego pieniędzy.
Zaprowadziłam go do sypialni dla gości, a sama poszłam do swojej. Opadłam na poduszki i nie myśląc o niczym, zasnęłam.
Rano wstałam wypoczęta i radosna. Zeszłam na dół. Malfoy’ a nie było. Musiał jeszcze spać. Zabrałam się więc przygotowań śniadania. Woda się grzała, a ja w tym czasie napisałam do Ginny co z Harrym.
Wreszcie zszedł Dracon. Zaprosiłam go do śniadania, ale on powiedział, iż musi już iść.
- Niestety, muszę już wyruszyć w dalszą trasę.
- Oczywiście, rozumiem.- rzekłam.
Ubrał czarny płaszcz i powiedział do mnie:
-Chyba musze panią zaprosić na jakąś kolację, ponieważ pani przyjęła mnie bez niczego.
- Ychym. Do widzenia.- otworzyłam pospiesznie drzwi i nerwowo naciskałam klamkę, a on wciąż się za mną oglądał.
,, Ale ona piękna. Brązowe, długie loki. Wysoka. Wręcz idealna. ‘’ – pomyślał Draco.
Zamknęłam drzwi i opadłam na na fotel. Harry’ ego nadal nie było.

Przeniesiony!

Przeniesiony blog!

Przeniosłam bloga http://dramione-hermione-and-draco.blogspot.com/ na tę stronę (zapomniałam loginu). Dziękuję za zrozumienie. Już niedługo czwarty rozdział.