piątek, 21 września 2012


II.

Późnym wieczorem usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam w nich mojego czarnowłosego przyjaciela – Harry ‘ ego. Od razu rzuciłam mu się w ramiona.
- Harry! Dlaczego nie przysłałeś mi sowy, że się spóźnisz?- krzyknęła na niego, chociaż on wiedział, że to z zmartwienia.
- Wybacz Hermiono. Zatrzymałem się u pewnego znajomego na noc.- wyjaśnił.
- A dokładniej?
- U Rona.- oznajmił.
- Byłeś u Rona?!- Harry wiedział, że nienawidzę jak ktoś o tej osobie wspomina w moim towarzystwie.- Jak tam szanowny pan Weasley się miewa?- zapytałam ironicznie.
- Nic ciekawego… Ginny rano wpadnie. I przecież miałem Ci dostarczyć raporty z Ministerstwa.
Zaparzyłam kawę i dołączyłam do Harry’ ego. Przeglądał właśnie Proroka Codziennego. Chwyciłam papiery i zaczęłam analizować je. Byłam zbyt zmęczona, żeby wczytywać się dokładniej. Zresztą miałam wolne. Zaproponowałam przyjacielowi przenocowanie u mnie. Nie mówiłam nic o wizycie Malfoy’ a. Wzięłam gorącą kąpiel i poszłam spać.

Następnego dnia otrzymałam sowę od mojego narzeczonego Jasona. Poznałam go dwa lata temu w pracy, jednakże jesteśmy razem od roku. Jest on w moim wieku, ale nie znałam go za czasów Hogwartu. Opowiadał mi, że był pałkarzem w drużynie Krukonów. Dzisiejszy list dotyczył zaproszenia mnie do kina.
Droga Hermiono,

Mia
łabyś ochotę wyjść ze mną dzisiaj wieczorem do mugolskiego kina? Wiesz jak mnie to zaciekawiło. Spotkajmy się o 7:30 w tym samym kinie co zawsze.

Do zobaczenia,
Jason Samuels.
Jason był strasznie oficjalny, mało romantyczny, ale za to przystojny i uroczy i… sztywny. Brunet o niebieskich oczach i głębokim spojrzeniu mógł być inny. Ale przyleciała druga sowa.
Szanowna panno Lemaire,

Chciałbym zaprosić panią do mojej ulubionej włoskiej restauracji w Londynie na kolację o 18:30.
Jeśli oczywiście ma pani ochotę. Byłbym zaszczycony obecnością takiej uroczej i mądrej czarownicy.
Proszę mi natychmiast wysłać odpowiedź.

Z poważaniem,
Dracon Malfoy.



Stwierdziłam , że Draco ma wspaniałe pismo. O 18:30. W takim razie mam godzinę by Jason nie zaczął niczego podejrzewać. Dzisiaj wyjawię Malfoy’ owi kim naprawdę jestem. Od razu się zniechęci.

Harry nie ma już od godziny. Nie powiedziałam mu o spotkaniu z Draco. Wyjawiłam, że umówiłam się z Jasonem. Za to wpadła do mnie na chwilę Ginny. Miałam już zrobiony makijaż i wybierałam sukienkę. Przyjaciółka stwierdziła, że najlepiej wyglądam w czarnej, ale ja zdecydowałam się na czerwoną. Powiem jej o Draconie po naszym spotkaniu.
- Słyszałaś Hermiono, że Draco Malfoy rzucił Pansy Parkinson?- gwałtownie zrobiłam się czerwona jak burak.
- Nie.- odparłam szybko.
- Jak myślisz dlaczego?
- Nie ma pojęcia.
- Wolę byś dowiedziała się tego ode mnie niż od kogoś innego.- moja przyjaciółka też zrobiła się czerwona.
- Powiedz wreszcie.
- Bo spotykała się z Ronem.- Ginny wybuchnęła płaczem i padła w moje ramiona.
- Och, Ginny. Wiem, że to Twój brat…
- Ale my ich nigdy nienawidziliśmy. To tak samo jakby Ty, albo ja spotykała się z Malfoy’ em zamiast ja z Harrym, czy Ty z Jasonem.- rudowłosa przyjaciółka o niczym nie wiedziała. Zrobiło mi się głupio.



Po pewnym czasie dziewczyna pojechała. Nadeszła 18:00. Dracon był bardzo punktualny.
- Dzień dobry. – rzekłam.
- Witam panno Lemaire.- miał teraz ciepły głos, którego nie znałam.- Gotowa?
- Oczywiście.
Deportowaliśmy się do samego centrum Londynu. Dracon zabrał mnie do drogiej, eleganckiej restauracji z przeróżnymi pastami. Kto jak kto, ale ja makarony kocham. Zjedliśmy. Malfoy zapłacił rachunek i zaproponował mi spacer. Park był o tej porze pusty, więc zdecydowałam, że powiem mu prawdę. Różdżkę miałam pod ręką.
-Ymm, panie Malfoy…- zaczęłam.
- Nie żaden pan, a Dracon. Dla przyjaciół Draco.- podał mi swoją dłoń i oczekiwał na moją.
- Problem w tym, że nie jestem żadną Sophie. Nazywam się Hermiona Granger i TY dobrze mnie znasz, Draco.- nie wiedziałam jak on zareaguje.


Przyjrzał mi się dokładniej i stwierdził:
- Tak myślałem, iż to Ty…- już się bałam, że doda na koniec ‘’szlamo’’.
- Nie jestem już dla Ciebie bezwartościową szlamą?- zdziwiło mnie to.
- Matka nauczyła mnie, że to czym chlubiłem się w pierwszych klasach Hogwartu było bezsensowne. Ojciec wpajał mi jakieś bzdury o ‘’czystej krwi’’, szlamach, mugolach i tym podobnych. Od szóstej klasy myślałem, że Pansy będzie moją jedyną miłością, jednakże się myliłem. Była taka jedna dziewczyna przy, której nogi mi miękły, oczy traciły zimne spojrzenie. Ale pozostawała ta złośliwość. Dziewczyna ta pokazywała przy mnie swoją twardość. Widziałem strach w jej oczach. Ile łez przeze mnie wypłakała. Rok po moim ukończeniu szkoły ojciec uciekł gdzieś i zostawił mnie oraz moją matkę. – spojrzał na mnie, jego piękne oczy świeciły się w blasku księżyca. Spojrzałam na zegarek znajdujący się na jego nadgarstku. 19:25.
- Nie wiem, czy po wszystkich zdarzeniach ze szkoły coś do mnie czujesz. Możesz na mnie rzucić Oblivate i o wszystkim zapomnę.- szepnął.
Dotknął moich lodowatych ust. To było najcudowniejszy wieczór mojego życia.
Kompletnie zapomniałam o Jasonie i wyjściu do kina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz