piątek, 21 września 2012


                                                                                        I.

Ten dzień był wyjątkowo zimny i ponury. Padał obficie śnieg z deszczem. Rozpoczynała się zamieć. Mój dom znajdował się w głębi lasu Epping Forest w okolicach Londynu. Był tu spokój i cisza,
które mi odpowiadały. W tej okolicy znajdowały się się tylko dwa domy: mój i mojej sąsiadki Emily.
Siedziałam właśnie przy oknie oglądając zimowy krajobraz z kubkiem gorącej czekolady w ręku. Dwie godziny temu przybyła do mnie Emily. Przyniosłą mi jakąś ankietę do wypełnienia. Ach, te śmieszne mugolskie ankiety. Dopiero teraz zaczęłam wypełniać. Hermiona Jean Granger. 26 lat. Sekretarka. Oczywiście to było kłamstwem, bo naprawdę pracowałam w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Dla mugoli byłam sekretarką, jednakże ludzie patrzyli na mnie z politowaniem. Dlaczego? Dlatego, że osoba o tak wysokim wykształceniu nie mogła być tylko sekretarką.
Wypełniłam ankietę i odłożyłam ją na stolik do kawy. Wtedy zauważyłam jakiegoś człowieka próbującego przedostać się przez zamieć. Czekałam na ważną wiadomość od Harry’ ego,
ale niespóźnienie się nie pasowało do niego. Postać zmierzała w kierunku mojego domu. Wtem usyszałam pukanie do drzwi. Od razu rozpoznałam tę osobę. Był to Draco Malfoy . Obawiałam się, że on także mnie rozpozna.
- Dzień dobry. Czy mógłbym przeczekać śnieżycę w tym uroczym domu ? – zapytał uprzejmie.
- Ależ oczywiście. Proszę za mną.
Byłam szczęśliwa, że mnie nie rozpoznał. Był moim największym wrogiem od czasów pierwszej klasy Hogwartu.
- Przepraszam nie przedstawiłem się. Dracon Malfoy, miło mi. A pani to?
- Sophie Lemaire.- skłamałam. -Za chwilę podam herbatę, proszę usiąść.
- Dziękuję.
Teraz mogłam mu się dokładniej przyjrzeć. Był wysoki, jeszcze ładniejszy niż w siódmej klasie. Oczy świeciły się w świetle ognia z kominka. Ubrany w czarny, elegancki garnitur. I oczywiście te jego strasznie jasne blond włosy. Białe można by rzec. Spojrzałam na jego usta. Zawsze słyszłam z nich jedno słowo:
szlama.
- Wydaje mi się, że już kiedyś się spotkaliśmy panno Lemaire.
- Niemożliwe. – znów skłamałam.
- Rzeczywiście. Gdzie mógłbym panią spotkać. – stwierdził.
Z nerwów oparzyłam się gorącą wodą. Rzuciłam zaklęcie na moją ranę tak by Dracon nie widział. Wszystko idzie bardzo dobrze, ale Harry’ ego wciąż nie ma. Jutro wyślę sowę do Ginny.
Postawiłam herbatę na stolik i usiadłam naprzeciwko Malfoy’ a.
- A więc pani także jest czarownicą? – zapytał z ciekawością. Musiał zauważyć moją różdżkę.
- Tak.
- Czym się pani zajmuje?
- Na razie mam urlop. Ale pracowałam w Ministerstwie Magii.- nic więcej nie chciałam mówić.
- Rozumiem. Nigdy wcześniej nie słyszałem pani nazwiska. – słyszał o Granger, słyszał.
Wypiliśmy w milczeniu herbatę, a potem on zapytał:
- Panno Lemaire, czy mógłbym przespać się tej nocy w pańskim domu? Nadal jest śnieżyca,
zapadł już zmrok. Zapłacę pani odpowiednią sumę galeonów oczywiście.
- Nie dziękuję galeonów nie przyjmę. Oczywiście może pan zostać.- nie przyjęłabym od niego pieniędzy.
Zaprowadziłam go do sypialni dla gości, a sama poszłam do swojej. Opadłam na poduszki i nie myśląc o niczym, zasnęłam.
Rano wstałam wypoczęta i radosna. Zeszłam na dół. Malfoy’ a nie było. Musiał jeszcze spać. Zabrałam się więc przygotowań śniadania. Woda się grzała, a ja w tym czasie napisałam do Ginny co z Harrym.
Wreszcie zszedł Dracon. Zaprosiłam go do śniadania, ale on powiedział, iż musi już iść.
- Niestety, muszę już wyruszyć w dalszą trasę.
- Oczywiście, rozumiem.- rzekłam.
Ubrał czarny płaszcz i powiedział do mnie:
-Chyba musze panią zaprosić na jakąś kolację, ponieważ pani przyjęła mnie bez niczego.
- Ychym. Do widzenia.- otworzyłam pospiesznie drzwi i nerwowo naciskałam klamkę, a on wciąż się za mną oglądał.
,, Ale ona piękna. Brązowe, długie loki. Wysoka. Wręcz idealna. ‘’ – pomyślał Draco.
Zamknęłam drzwi i opadłam na na fotel. Harry’ ego nadal nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz